Szef FIFA Gianni Infantino osiągnął to, co zamierzał, chociaż wielu wątpiło, czy jego pomysły mają sens. Powiększył mundial do niewidzianych wcześniej rozmiarów i sprawił, że w turnieju finałowym zagrała co piąta reprezentacja świata (Polakom się nie udało, ale to już odrębna historia). Z imprezy elitarnej, gdzie grali rzeczywiście najlepsi piłkarze, mundial stał się balem, na którym bogaci tańczą z biednymi i muszą od nowa uczyć się kroków.