I tu – nagle – dodała: „ale nie po to robiliśmy powstanie, żeby dziś w Polsce bito kobiety za to tylko, że są Ukrainkami”. „Bić się czy nie bić?” On z kolei jednocześnie utrzymywał, że w powstaniu miał obowiązek wziąć udział, ale politycznie było ono bez sensu. W efekcie kręcimy się w „samobójczym błędnym kole”. Ostatni powstańcy, jak Anna Przedpełska-Trzeciakowska, szczęśliwie przypominają nam, że w XXI wieku rozważanie sensu insurekcji w nowych kontekstach jest możliwe i potrzebne.