– Zamknięcie (ostatniego działającego przejścia na granicy z Białorusią) pozostaje jednym z wariantów, ale obecnie my go nie przyjmujemy, bo strumienie nielegalnych imigrantów nie idą przez punkty kontroli granicznej, tylko poza nimi – wyjaśniał łotewski premier Andris Kulbergs. Po Polsce i Litwie teraz Łotwa stała się celem imigrantów, próbujących z państwa Łukaszenki wedrzeć się do Unii Europejskiej. W ciągu pół roku na długiej, krętej i biegnącej lasami granicy złapano ok. 9 tys. nielegalnych przybyszów. W pasie granicznym straż używa broni, jak i gazu łzawiącego dla powstrzymania potoku imigrantów.