Jeszcze niedawno mogło się wydawać, że mamy świat zorganizowany w sposób dosyć prosty, z grubsza odzwierciedlający stare bloki z XX wieku, skupione wokół wspólnych interesów i podobnych wartości. Liberalny ekonomicznie, demokratycznie rządzony Zachód szanujący prawa człowieka, a po drugiej stronie etatystyczny i autorytarny (oczywiście w różnym stopniu) Wschód. Pierwszy obóz oddychający dwoma płucami, europejskim i amerykańskim, drugi zaś z mózgiem, sercem i żołądkiem coraz wyraźniej ulokowanym w Pekinie, z Rosją, Iranem czy Koreą Północną w roli pięści do grożenia. Ów czytelny i logiczny obraz został zburzony w ciągu ostatniego roku przez administrację Donalda Trumpa. Celowo – gdyż spora część amerykańskich elit biznesowych, a w ślad za nimi także politycznych, uznała dotychczasowy model za dysfunkcjonalny.