— To oznaczałoby pożegnanie się z promami i ich atrakcyjnym systemem pracy — dwa tygodnie na statku i dwa tygodnie wolnego. Warto postawić pytanie: czy w tym rejsie Heweliusz nie miał w ładowni trefnego ładunku, za którym stały jakieś służby? Ani na mostku, ani w pompowni nie dało się w żaden sposób sprawdzić, czy połączenia między zbiornikami są w danej chwili otwarte, czy zamknięte. Oba promy, czyli Kopernik i Heweliusz, przy sporym wietrze powinny znajdować się w stałym przechyle, czyli płynąć jak żaglowiec. Wiadomo również, że w ostatnich miesiącach przed katastrofą Heweliusz miał ograniczoną moc napędu na prawej śrubie do 70 proc.