Po spędzeniu ponad roku na tym promie wydawało mi się, że mniejsza lub większa katastrofa była tylko kwestią czasu. – Praca na promie bardzo różniła się od pływania na statkach podróżujących do dalekich krajów. Czasami żony nie było w domu albo niska jakość sygnału nie pozwalała zrozumieć choćby słowa. – Nie, to ogólnoświatowa mieszanka zabobonu (tyle lat już pływam i nic mi się nie stało), lenistwa i braku wyobraźni. A tu niespodzianka, mija kilka, kilkanaście, kilkadziesiąt minut od dzwonków alarmu, a załoga maszynowa nie jest w stanie włączyć silnika łodzi.