Ale to nie jest już dzisiaj takie proste jak kiedyś, kiedy przejmowaliśmy pałeczkę w sztafecie pokoleń. Potrzeby się nie zmieniły: nasze młode potomstwo pragnie jakiejś – możliwej do ogarnięcia – wizji przyszłości, która przyniesie poczucie bezpieczeństwa; takiego życia, które nie wyrasta z lęku i niepewności; takich wyzwań, które są możliwe do udźwignięcia. Powiemy zapewne, że nam też było trudno; że każde pokolenie mierzy się z nowym, nieoswojonym wcześniej przez starszych, którzy uczą nas życia. To prawda, która kryje w sobie poczucie pokoleniowej sprawiedliwości: taka jest kolej rzeczy, wszyscy musimy sobie radzić, każdy musi przez to przejść. A jednak myślę, że wcale nie jest sprawiedliwe, że to oni mają płacić za to, co zrobiliśmy ze światem, i za to, że nie potrafiliśmy się zatrzymać, goniąc za życiem, do którego sami nie umiemy się przystosować.