Aż wreszcie "Obsesja" przyszła do mnie, pojawiając się w serwisach strumieniowych. Prawdziwą komedię poznać bowiem po tym, że śmiech nam więźnie w gardle, prawdziwy horror zaś, że w najstraszniejszym momencie wybuchamy śmiechem. Otóż "Obsesja" to właśnie miłość Wertera do Lotty, tyle że w horrorowym entourage’u, bo i czasy mamy przerażające. Oto chorobliwie nieśmiały, dysfunkcyjny ćpun jadący na oksykodonie — przeciwbólowym opioidzie — znajduje się w stanie obsesyjnego zakochania w koleżance o imieniu Nikki. Mimo że wszyscy pragną miłości, choć nie mają przy tym pojęcia, że nie o miłość im chodzi, ale o kontrolę?