A Janek czuł się w obowiązku pilnować trzy lata młodszego brata, który – w związku z brakiem kontroli – szybko wpadł w nieodpowiednie towarzystwo. Wpasował się w puste miejsce po nieobecnym ojcu, czasem więc zbeształ, gdy Janek opuszczał się w nauce lub poszedł na imprezę, zamiast grzecznie odpocząć przed zajęciami. Tym bardziej że nie przymierali głodem, ich wyjazdy nie były konieczne do przetrwania. – Rodzice mi mówili, co ja sobie za głupoty wymyślam, że z tej piłki to nie wyżyję, że jeszcze będę płakał. Od jednego chłopca usłyszałam, że nie dziwi się, że koledzy go nie lubią, skoro nawet rodzice nie mogli z nim wytrzymać – opowiada Wieloch.