Na sali śmiech, pewnie tych, którzy pamiętają Franza Maurera z papierosem w ustach słuchającego decyzji komisji wyrzucającej go z SB. Zaprzyjaźnia się z lokalnymi notablami. Zaprzyjaźnia się z kilkuletnim synkiem partyjnego kolegi. Jakby wcielił się w niego dybuk. Prezentów się nie odrzuca, ale w moim przekonaniu nie taka rola powinna być zwieńczeniem jego kariery.